Niedługo po ślubie, przyjechałam do rodzinnego miasta na kolejne badania prenatalne. Znowu wszystko idealnie!!! M. pierwszy raz widział na żywo ruszającego się szkraba. Płynęły łezki radości.
26 stycznia przyjechałam na kolejną wizytę u ginekologa. Zbadała mnie dała skierowanie na kolejne badania krwi i jedno bakteriologiczne z komentarzem " ja nie wiem po co oni każą tyle tych badań robić, wypisuje skierowanie ale nie musisz iść na ten wymaz - bo to niepotrzebne". Już czułam się słabo - ale przecież to normalne że kobieta w ciąży jest strasznie zmęczona.
Podeszłam też do mojej firmy wręczyłam upominki ze ślubu kierownikom i innym znajomym z pracy. Pochwaliłam się brzuszkiem i zdjęciami, pogadałam i wracałam do naszego miasteczka.
27 stycznia - dzień jak co dzień - był to piątek. Wieczorem odwiedzili nas znajomi teściów, przynieśli kwiatka w prezencie. Posiedzieliśmy troszkę, byłam coraz bardziej zmęczona. Ale kogo to dziwi?
Zadzwonił fotograf że na stronie mamy próbkę zdjęć z wesela, obejrzeliśmy i poszliśmy spać. I to był ostatni raz kiedy oglądałam te zdjęcia z radością, to był ostatni raz kiedy byłam szczęśliwa..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz