czwartek, 16 stycznia 2014

Początek

 Tak naprawdę nie wiem od czego zacząć. Kiedyś byłam szczęśliwa, miałam pracę, kochającego faceta, w życiu bym nie pomyślała że w tak krótkim czasie moje życie się tak skomplikuje.

 Wakacje 2011 spędziliśmy na wybrzeżu Costa brava w Hiszpanii , to był cudowny czas. Planowaliśmy ślub w przyszłe lato. Takie piękne plany i marzenia. Już podczas wakacji źle się czułam, kiedy inni imprezowali ja wracałam do pokoju z moimi mdłościami. Zganiałam wszystko na zmianę klimatu, inne jedzenie. Była tam też koleżanka nazwijmy ją J. która ciągle mówiła że chyba jest w ciąży, ale to nie ona - tylko właśnie Ja.

  Wróciliśmy z wakacji i w końcu zrobiłam test a raczej 5 testów. Nie mogły się mylić, razem z M. poszliśmy do ginekologa. Kolejka była bardzo długa.. Testy się nie myliły - tak byłam w ciąży. Milion myśli na sekundę, z jednej strony radość z drugiej strony obawa co teraz będzie. Dostaliśmy reklamówkę materiałów o ciąży, studiowaliśmy wszystko godzinami.

  M. chciał ślub wciąż latem, ja jednak się opierałam że albo wcześniej albo później ale nie wtedy bo jak to tak tuż po porodzie? z noworodkiem? Postanowiliśmy wziąć ślub 7 stycznia. Jednak przedtem razem zamieszkaliśmy w małym miasteczku na śląsku. Nikogo tam nie znaliśmy, wynajmowaliśmy mieszkanie a M. ze swoją mamą otworzył niedaleko sklep. Ja byłam na zwolnieniu lekarskim ze względu na trudne warunki pracy.

  Nie mieliśmy praktycznie nic, w mieszkaniu tym nie było nawet lodówki. Ratowaliśmy się torbami termicznymi wystawianymi na balkon. Prałam ręcznie, zamiatałam szczotką. Rodzice kupili nam garnki, talerze itp. A my kupiliśmy najtańsze meble. Z pieniędzmi było krucho, wynajem + życie ledwo starczało. Mimo wszystko jednak byliśmy szczęśliwi, mieliśmy siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz